Tutaj jesteś: W Sieci Opinii

W Sieci Opinii

Ewa Thompson: Część polskich elit i mediów zapożyczyła język u agresorów

Antoni Trzmiel 10-11-2012, ostatnia aktualizacja 10-11-2012 14:53

fot. Radek PasterskiFotorzepa

Profesor zwyczajna Rice University w Houston zastanawia się nad tym dlaczego w naszej rzeczywistości elita zachowuje się tak, jakby cierpiała na syndrom ofiary, która podziwia swego oprawcę

Ewa Thompson w „Plus Minus Rzeczpospolitej” zauważa:

To, że polskość przetrwała, powinno napawać zdumieniem, podziwem i wielką radością. Zamiast tego, w polskich dyskusjach publicznych Anno Domini 2012 słyszę ton, który dominował w „Prawdzie". Adwersarza trzeba nienawidzić, mieszać z błotem, usunąć, wyrzucić z kraju, zastrzelić, dźgnąć nożem. A jak się nie da, to przynajmniej pogardliwie wyśmiać. Część polskich elit i mediów zapożyczyła język u agresorów.

Profesor diagnozuje, że to skutek heroicznej i trudnej walki o jej przetrwanie, która nas wyróżnia spośród wielu Narodów:

Olbrzymi wysiłek przeszłości pozostawił po sobie znużenie. Polacy są zmęczeni, być może na parę pokoleń. Taka sytuacja sprzyja plenieniu się syndromu sztokholmskiego i wzajemnemu oskarżaniu. Ale to samo lekarstwo, które leczy w małych dozach, jest niebezpieczne w dużych. Tymczasem wydaje się, że politycy i środki masowego przekazu wręcz zachęcają do megadoz. Pewien polityk po osiemdziesiątce znany jest z określenia swoich przeciwników politycznych słowem, które wśród ludzi dwudziestoletnich spowodowałoby bójkę. Inny polityk, zbliżający się do siedemdziesiątki, również celuje w nazewnictwie, rozpoczynającym mordobicie przy budce z piwem. Takim językiem komuniści zwracali się do swoich ofiar.

Przywołuje także myśl Leszka Kołakowskiego:

Leszek Kołakowski pisał o atomizacji polskiego społeczeństwa przez komunizm sugerując, że jest to być może najstraszliwsze dziedzictwo tego z piekła rodem ustroju. Bestia komunizmu żywiła się ludzkim gniewem, strachem, zawiścią i pychą, czyli tymi wszystkimi pasjami, których eliminację u rządzących państwem zalecał Sokrates. Sama już odeszła, ale zostawiła te uczucia w prezencie swoim byłym poddanym. Leopold Tyrmand zwykł mawiać, że system sowiecki to doświadczenie egzystencjalne, którego nie sposób przekazać innym za pomocą słów. Miał rację. Nienawiść i strach. Pogarda i pycha. Nieufność wobec sąsiadów. Oto  podłoże postsowieckiego rozdrażnienia i wzajemnego obrażania się, które panoszą się w postkolonialnej Polsce

I podkreśla:

Brutalność Polaków wobec siebie samych (i spolegliwość wobec nie-Polaków) wydają się nie mieć miary. Słyszy się w tych dysputach sugestię, że może Polska nie powinna istnieć, że Polacy nie potrafią zorganizować sobie państwa, że lepiej byłoby być pod czyimś protektoratem (albo – że Polska już jest pod czyimś protektoratem), bo w Polsce jest bałagan, przekupstwo, polnische Wirtschaft i tak dalej. Słychać, że z oszołomstwem nie sposób współpracować, trzeba je z Polski wyplenić. A przedwojenna Polska była zacofana, ksenofobiczna i niezdolna do samoobrony. Że to fantomowe ciało króla i tak dalej. Polska sama sobie winna jest, jak by powiedział Gombrowicz. Znów śpiewa ten sam chór, który poucza w podręcznikach szkolnych, że rozbiory były winą swawolnej szlachty, egoistycznych magnatów i zacofanego chłopstwa.

Przypomina to bicie się w piersi ofiary gwałtu: „sama sobie byłam winna!" Albo to, co psychologowie nazywają syndromem sztokholmskim, czyli sympatię do tego, który nam czyni krzywdę, do zbrodniarza, który nas bije, porywa, więzi, szkaluje, uczy pogardy do siebie samych. To on ma rację, a nie ja, mówią ofiary tego syndromu. Bandyta wygrywa z poszkodowanym. Polacy winią przede wszystkim siebie nawzajem, a nie tych, dla których funkcjonowanie niezawisłego polskiego państwa i ciągłość polskiej kultury są co najmniej niewygodne.

...
Poprzednia
1 2
Źródło: rp.pl/plusminus
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" zamieszczonego na stronie www.rp.pl/regulamin i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.rp.pl/licencja
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj lub Połącz przez | Załóż konto

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany

Pozostało znaków: 2500

Komentowane
na ostro
Czytane
na gorąco

Zauważyłem też fenomen. Drogi są coraz gorsze, ale na ulicach pojawiły się fotoradary. Polacy mają być kontrolowani w każdym miejscu. Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu ich skontrolować wszystkich bez wyjątku. To jest filozofia PiS. Tylko facet który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi.

Donald Tusk w 2007 r. za "Gazeta Wyborcza"
common