Tutaj jesteś: W Sieci Opinii » O tym się mówi

O tym się mówi

Logika postępu, czyli równia pochyła

Oskar Górzyński 29-09-2014, ostatnia aktualizacja 29-09-2014 13:23
Prof. Jan Hartman
Prof. Jan Hartman
źródło: Fotorzepa
autor:

Jan Hartman nawołuje do porzucenia staroświeckiego zakazu kazirodztwa

Jan Hartman napisał tekst popierający legalizację kazirodztwa. Tekst kilka godzin później najwyraźniej wykasował. Sam autor nie zdradził, dlaczego jego mini-eseju na stronach "Polityki" już nie ma. Stwarza to rzecz jasna pole do spekulacji, z czego chciałbym niniejszym skorzystać - i zaryzykować taką oto tezę:  tekstu już nie ma, bo jego autor ... miał rację.

W rzeczonym tekście (którego odzyskaną z otchłani wersję można przeczytać tutaj) Hartman bowiem całkiem nieźle i właściwie logicznie tłumaczy, dlaczego zakaz stosunków seksualnych między rodzeństwem nie ma już w dzisiejszym świecie racji bytu.

Jeśli nawet przyjąć argument mówiący, że kazirodztwo zagraża poczęciem dziecka z wadami genetycznymi (jest to zresztą argument niewygodny, bo ściśle eugeniczny), to w dobie skutecznej antykoncepcji czas postawić sobie pytanie, co właściwie może dziś służyć za usprawiedliwienie zakazu kazirodztwa?

- pyta filozof.  I tłumaczy, że wszystkie argumenty, jakie wysuwane są przeciwko legalizacji rodzinnych związków seksualnych to argumenty natury religijnej i obyczajowej. A któż w dobie świeckiego państwa, racjonalizmu i rewolucji seksualnej mógłby stawiać tak nieracjonalne, prawne przeszkody?

W wolnym społeczeństwie nie wymagamy już od nikogo, aby w życiu prywatnym praktykował takie czy inne obyczaje, a od tego czy owego się powstrzymywał. (...) Argumenty obyczajowe mogą mieć siłę perswazyjną, lecz nie nadają się na uzasadnienie zakazów.

A co z argumentem mówiącym o naruszaniu „naturalnego porządku rzeczy"? Cóż, „naturalny porządek rzeczy" to w najlepszym razie pojęcie zaczerpnięte z pewnej doktryny metafizyczno-religijnej. Byłoby nieuczciwe i nieracjonalne, gdyby stanowiono restrykcyjne prawo w oparciu o zabytkowe doktryny o czysto spekulatywnym charakterze.

- argumentuje Hartman. Poza tym, niezależnie od prawa, kazirodztwo od dawna jest już praktykowane. Dlaczego mamy więc prawnie piętnować miłość innych ludzi?

Trzeba pamiętać o tym, że ok. 10 proc. braci i sióstr ma wspólne doświadczenia seksualne. Wysokie są też odsetki epizodów seksualnych pomiędzy dwoma braćmi, dwiema siostrami. Kuzyni wchodzą w relacje seksualne jeszcze częściej. Nie widać jakoś wielkich nieszczęść, które by z tego miały wynikać.

Czy to nie brzmi logicznie? Czy nie jest to dobrze uargumentowana teza?

Ale w tym właśnie tkwi cały problem! Jeśli bowiem zgadzamy się na burzenie jednego nieracjonalnego zakazu wynikającego z tradycji i religii - np. dopuszczamy zawieranie małżeństw homoseksualnych - to otwiera to automatycznie drzwi dla burzenia kolejnych, podobnych staroświeckich praw  - w tym zakazu kazirodztwa, ale również i poligamii, małżeństw grupowych, a może nawet i pedofilii (chociaż to, trzeba przyznać, trochę inny przypadek).

Hartman stwierdził zatem (nieopatrznie?) istnienie równi pochyłej, o której od dawna mówią konserwatyści: jeśli chcemy być konsekwentni, powinniśmy zezwolić nie tylko na małżeństwa homoseksualne, ale i na wszystkie inne "nienormatywne" związki - a przynajmniej te, które nie krzywdzą bezpośrednio ich uczestników. Inna postawa to nie tylko hipokryzja, ale i dyskryminacja.

Kłopot rzecz jasna w tym, że nawet wśród największych liberałów koncepcja legalizacji kazirodztwa wywołuje niesmak i oburzenie. I jest to dokładnie to samo, co uwiera ludzi sprzeciwiających się legalizacji związków homoseksualnych. A przecież nie chcemy, by nasi światli postępowcy wyszli oni na takich samych "moherów" jak przedstawiciele przebrzydłej konserwy..

Ciszej nad tym kazirodztwem!

Przeczytaj więcej o:  hartman , kazirodztwo , polityka , postęp , tabu

Źródło: Polityka.pl
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" zamieszczonego na stronie www.rp.pl/regulamin i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem zamieszczonym na stronie www.rp.pl/licencja
Rekomenduj artykuł, oddano głosów: 

Komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj lub Połącz przez | Załóż konto

Wypowiadasz się teraz jako niezalogowany

Pozostało znaków: 2500

Komentowane
na ostro
Czytane
na gorąco

Zauważyłem też fenomen. Drogi są coraz gorsze, ale na ulicach pojawiły się fotoradary. Polacy mają być kontrolowani w każdym miejscu. Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu ich skontrolować wszystkich bez wyjątku. To jest filozofia PiS. Tylko facet który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi.

Donald Tusk w 2007 r. za "Gazeta Wyborcza"
common